throwbacksingle | e-blogi.pl
Biała królowa tańczy 2015-01-26

Jeszcze chodzę niewyspana, ale postępy in progress, dziś przekroczyłam próg 5 godzin snu. Magisterka się robi, życie się toczy, a ja mam pierwsze od wielu, wielu lat, bardzo wolne wieczory. Ułożyłam sobie listę rzeczy, które chciałabym zrobić w te wolne wieczory, póki co - biała królowa tańczy. Szaleję na parkiecie pomiędzy szafą, a kredensem. Liznęłam tańca towarzyskiego swego czasu, więc wywijam piruety z wyimaginowanym tancerzem idealnym. Świetnie mnie prowadzi i zna każdy krok foxtrota, i mojego ulubionego tańca - cha - cha. Wyimaginowany partner przeciąga białą królową po polach szachowych, jedno za drugim, wieża ustępuje, goniec poległ, koń się przesunął, tym razem to biała królowa zaszachowała czarnego króla. Pelvis action, new york, dwa razy slow i szach mat.


Kiedy otwieram oczy, nic nie przypomina pola szachowego. A dałabym sobie rękę uciąć, że widzę te czarno - białe kwadraty opisane cyfrą i literą... Zagrano mną i zaszachowano mnie. Mam ochotę na rewanż. Nie chcę siedzieć bezczynnie, więc do listy dopiszę jeszcze raz naukę gry w szachy.


Bo tańczyć już umiem.


 


W liście, ponadto:


- stworzenie kartki pt. 'Czego nienawidziłam w swoim ex', żeby przypominała mi, czego wcale nie żałuję;


- zacząć wychodzić z domu wieczorami;


- dobrze się bawić we własnym życiu, w końcu ja tu jestem królową i pora na moją partię, c'nie?


Check - lista 2015-01-26

Lista bardzo kobiecych rzeczy:


- czerwone lakiery do paznokci [check!];


- czarne kreski na oczach[check!];


- długie nogi bez cellulitu [buahahahah!];


- nie mieć kataru [in progress];


- szpilki [check, nawet dużo różnych, ale pozwólcie, że poczłapię na płaskim obcasie w tę rewelacyjną pogodę];


- pewność siebie [check!];


- samoakceptacja [almost check!];


- ogolone pachy [seriously. check!];


- nie mieć oddechu nosorożca [check!];


- zalotka i tusz do rzęs [check!];


- przesypiać noce [...];


- cycki [check!];


- duże cycki [check!];


- mieć coś do powiedzenia [check!];


- tańczyć [check!];


- nie jęczeć za utraconą miłością [no.także.tego.].


 


Najpierw musisz czuć się dobrze z samą sobą, potem inni poczują się dobrze w Twoim towarzystwie.


Odwyk 2015-01-26

No to wyszłam dziś z domu. Odwiedziłam przyjaciółkę, a żeby móc to zrobić, malowałam się pół godziny - ojciec, zobaczywszy mnie rano po kolejnej nieprzespanej nocy [katar...], z politowaniem westchnął 'boże, jakie zombie!'. Przeczesywałam śniegi i zaspy, zasypało mi okulary i czapka oklapnęła mi fryzurę. Chusteczki zmyły pół twarzy z podkładu i szminkę z ust. Tak, idealna kobieta na podryw! Bijący ode mnie sexappeal nie dał się nie zauważyć. Postanowiłam coś z tym zrobić do jutra, bo już dłuższy czas wyglądam jak puszka Pandory, więc wróciłam, odmarzłam, włączyłam Sex and the city, chwyciłam za czerwony lakier do paznokci i - półprzytomna - bazgram sobie po całych palcach z precyzją godną DaVinci'ego. Pomyślałam sobie, że Sex and the city i czerwony lakier to takie bardzo kobiece, może zacznę z powrotem ją przypominać. Znaczy: kobietę.


Ostatnio jestem wyczulona na komplementy, może dlatego, że jak patrzę w lustro, to nie widzę niczego do komplementowania, stąd odnotowałam kilka osobliwych:


'To jest Twój były? Lepsi się za Tobą odwracają na wydziale!'


'Niezła motyka idzie!' [przysięgam, facet powiedział 'motyka'. sama nie wiem, może to obelga była? ale miał dres z lampasami. to wiele wyjaśnia]


'Twój były w ogóle, ale to absolutnie mi się nie podoba!' [ buahahahah xD ]


Muszę się przyjrzeć, kto się za mną odwracał na tej uczelni... Powiecie 'niewdzięczna, niby zakochana przez pięć lat, a tu już o innych myśli!'. Miłość mi się nie wyczerpała w dwa tygodnie. Wyczerpała mi się tylko cierpliwość do samotności. I nie widzę niczego złego w korzystaniu z menu, jeśli już siedzi się w restauracji [siliłam się na metaforę tutaj].


Etap drugi 2015-01-24

Nie wiem, czy moja żałoba za utraconym związkiem już przebrzmiała, choć łzy pewnie wrócą nie raz... ale dziś ewidentnie dał o sobie znać nowy etap, mianowicie: WALI MI NA MÓZG.


Słoik nutelli z Biedry i śpiewam Biebera.


Acha, pora zażyć odpowiednie tabletki...


... czuję się znów jak nastolatka przez te jego słitaśne dźwięki... tak, wiem, to obciachowe, ale kto z Was nie robił obciachowych rzeczy po rozstaniu? ;)


Skończyło się wypisywanie i wydzwanianie do byłego, odpuściłam... powiecie, że to truizm, ale pozwolę mu odejść, bo go kocham. Nie zatrzymam go przecież na siłę, skoro ma być nieszczęśliwy. Przy okazji, pozwolę mu odejść również dlatego, że czuję się urażona i rozzłoszczona jego postępowaniem, tym, jak mnie potraktował. I mam dość ryku w poduszkę. Wyglądam już jak pół dupy zza krzaka, oczy jak podbite, skóra jak papier, nos jak u Rudolfa od smarkania... pora złapać za piling i podkład, umyć włosy, uporządkować pokój, ogarnąć życie trochę...


Wyściubię nos z mojego zapłakanego pokoju i zobaczę, co tam słychać na świecie, najpierw w łazience. Potem zahaczę o kuchnię, bo nie mogę całe życie wpieprzać nutelli. A potem pokuszę się o ubranie czegoś, co podkreśli moją urodę, a nie worki pod oczami i fałdki na tyłku. I może nawet wyjdę gdzieś, ha!


Krótka lista obowiązków po zerwaniu 2015-01-23

Otóż, jak się okazuje, priorytety po zerwaniu ze mną są następujące:


- usunąć wspólne zdjęcia z fb, odznaczyć się z moich;


- zmienić hasło do wspólnego konta na chomiku, żebym przypadkiem nie zużyła pół GB;


- lekceważąco napomknąć, że mogę sobie zostawić książki, które mi DAŁ;


- zapytać, co zrobić z telefonem i jak najszybciej pozbyć się jakichkolwiek powiązań ze mną.


 


Tak się postępuje po 5 latach związku. Instrukcja 'Jak zwinąć się w dwa tygodnie'.


Sama nie wiem, czy to bardziej przykre i bolesne, czy po prostu żałosne... Cóż, na dzień dzisiejszy znalazłam sobie inne źródło plików, niż chomik, nie powiem, nie było trudne.


Zaskakujące, jak wydaje się nam, że kogoś znamy, a tak naprawdę nie mamy o nim pojęcia... wydawałoby się, że jesteśmy jak dwie połówki arbuza, czy czego tam... że znam go na pamięć, że nauczyłam się go odczytywać z zamkniętymi oczami. Tymczasem, on zagrał ze mną w szachy.


Postawił Króla we właściwym miejscu i zaszachował Białą Królową. Szach - mat, gra skończona.


Zawsze wolałam warcaby.


 


...


 


 


Jest mi zwyczajnie przykro. Boli mnie to. Ale tego pana to już nie obchodzi.


Przegrałam z karierą 2015-01-22

Ludzie, taka historia, że lepiej sobie usiąść...


Prawdopodobnie ex - narzeczonego oderwała ode mnie... praca. robota. kariera. Przy znikomym, tudzież zerowym nawet udziale jakiejkolwiek kobiety.


...


Ale żeby tak?!


Rozumiem, praca rzecz święta, kasę trzeba mieć, miło, jak ktoś połechta ego... ale żeby kogoś, kogo się nazywało 'miłością swojego życia' zostawiać dla doktoratu?!


 


Boże, sama nie wiem, czy łatwiej znieść przegraną z papierkiem, czy z inną babą...


 


Z innej beczki: ktoś bardzo mądry powiedział mi, że powinnam teraz kląć i płakać, wylewać żal i łzy, obgadywać faceta... i że jakoś dziwnie krótko u mnie trwał ten emocjonalny etap... ale po ryczeniu 3 dni pod rząd przez kilka godzin ja już nie miałam naprawdę czym płakać. Czy to coś złego?


Przy okazji, żeby sobie myśli czymś zaprzątnąć, zaczęłam się zastanawiać, gdzie te dzikie tabuny samców alfa, gotowych ustawiać się w kolejce do mnie - singielki? Bo podobno to tak wygląda, jak się jest singlem? No, chyba, że się jest wybitną szkaradą... ale chyba nie jestem [?!]... więc 'gdzie ci mężczyźniiiii...orły, sokoły, herosy?!' Niektórzy radzili mi wybić klin klinem i rzucić się w wiry namiętności... tyle, że ja już mam dosyć wirowania na chwilę obecną. A już zwłaszcza związków. Przelotne znajomości, czemu nie... ale i tak na nie za wcześnie.


 


Co się robi w okresie pomiędzy 'kocham Cię, nie zostawiaj mnie, życie mi się wali bez Ciebie' a ' jestem singielką, wyrywam mężczyzn jak chwasty z uprawy pszenicy i mogę mieć każdego'?? Wie ktoś? Jakiś etap przejściowy? Cokolwiek?


Plusy? 2015-01-18

Plusy ujemne z bycia singlem już znam: ryczenie nocą w poduszkę, nos zapchany od łez, spieczone oczy, nie mam z kim pójść na bal w walentynki [chodziliśmy tam z ex - narzeczonym co roku...], wszyscy się całują, a ja ryczę, nikt po mnie nie przyjedzie samochodem [tak, mam prawo jazdy i nie, nie mam samochodu], nikt nie przyniesie cięższych zakupów, nie poczuję na sobie męskich perfum [chyba, że sama sobie kupię], można zapomnieć o regularnych zbliżeniach, nie wspominając o całuskach i przytulaskach, kiedy jest źle...


Dobra.


 


Teraz plusy dodatnie:


Rozmawiałam z przyjaciółkami i wykoncypowałyśmy, co następuje:


- Nie trzeba golić nóg zimą - no bo kto mnie zobaczy bez spodni?;


- nie muszę informować nikogo, gdzie jestem, kiedy wrócę i z kim [no, ok, może tylko tatę, z którym jeszcze mieszkam];


- nie muszę się obawiać flirtu [albo i czegoś więcej :D ] z dowolnym, przyjaźnie nastawionym przystojniakiem - nikt już ze mną za to nie zerwie, nikt nikomu mordy nie obije;


- zyskuję więcej czasu dla siebie, nie muszę się spieszyć z uczelni, gotować kolacji dla dwojga, poprawiać mejkapu po całym dniu - luz, blus, piżama i rozpięte spodnie;


- mogę spać gdzie chcę i ile chcę;


- nie muszę się usprawiedliwiać, że mnie głowa boli, albo że okres, kiedy faktycznie nie mam ochoty [zaznaczam, nie polecam oszukiwania w tym temacie, ja zawsze byłam fair]...


 


Przyłączycie się? Jakie są plusy z bycia singielką? Bo mam problem po pięciu latach sobie przypomnieć takie oczywistości.


Throwbacksingle 2015-01-18

Iiiii BOOM! Stało się!


 


5 lat w związku, 6 prawie, ale wszystko, co dobre... tak naprawdę minęło ledwo kilka dni i jeszcze nie wyszłam z szoku, ale może akurat pisanie mi w tym pomoże? Nie będę się rozwodzić nad gościem, który mnie zostawił [ciekawe... teraz 'gość', a jeszcze tydzień temu 'mój ukochany'...], wiadomo na dzień dzisiejszy, że ja go sobie kocham, a on mnie sobie wszystko jedno. Założę się o dolara, że sam nie wpadł na pomysł zrywania ze mną z zaskoczenia, bez znaków ostrzegawczych, stoi za tym jakaś babka, jak nic.


Tymczasem ja budzę się po ponad 5 latach, mając lat 25. w tym anno domini 2015, zorientowana, że ostatnio miałam 'ex' chłopaka... w liceum! Jakbym poszła spać w wieku lat 19. i obudziła się w wieku 25... ten trwający parę lat sen był naprawdę piękny, bajeczny... pełen zaufania, miłości, ciepła, ale przebudzenie było tak nagłe, że nadal serce mi łomocze... a ja tak naprawdę nie wiem, jak to jest być singlem. Swoje pierwsze dorosłe lata przeżyłam u boku faceta - chroniona, bezpieczna, zaopiekowana... ale jednocześnie żadnych imprez, zabaw i flirtów, żadnych podrygów serca na wakacjach - może to właśnie teraz mam to przeżyć?


Zapraszam wszystkich inteligentnych do dyskusji i wsparcia singielki z odzysku, stąd właśnie 'throwbacksingle'.


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]