throwbacksingle | e-blogi.pl
Dźwięk zdychającej miłości 2015-02-11

Moja zdychająca miłość wydała dźwięk przeciągły, duszny i pełen spazmatycznego jęku. Następnie - 'Ekhu, ekhu!' - odkaszlnęła sobie i rzekła: 'zdechłam'. Kiepska pora. Dookoła wszyscy rzygają walentynkami, kolacjami dla dwojga, tylko czekam na wybuch zaręczyn w sobotę. I jeszcze ten Grey. Nie czytałam książki, ponoć napisana paskudnie. Ale nie oszukujmy się, nie o książkę chodzi, tylko o sex. Literatura nie musi być najwyższych lotów, jeśli rozbudza podstawowe instynkty. Która by nie chciała chociaż na chwilę  przetestować pana Christiana i jego osobliwych upodobań? Sama z chęcią film pewnie kiedyś obejrzę, ale na pewno nie w walentynki. Chcę, nie ukrywam, uniknąć wylewającej się zewsząd miłości i namiętności. Z dwóch powodów: jest to bolesne przeżycie tak na miesiąc po zerwaniu. No i - serio - jak wszyscy całują się na ślimaka, to się niedobrze robi. Rzygam tenczom. Zastanawiają mnie, natomiast, dźwięki rodzącej się miłości... czy jeszcze je pamiętam?


Jęki rozkoszy. Może westchnienia. Szelesty dłoni. Walk of shame' y na palcach, żeby obcasami nie stukać nad ranem. Cichy sex za ścianą lokatorów. Płacze tęsknoty. Bicie serca, przyłożonego do ucha. Ocieranie się skóry o skórę. Dźwięk zrzucanych spodni.


Teraz takkk... jakby to sobie wszystko przypomnieć???


Podziękowania 2015-02-08

Dobra, koniec płaczu.


Dostałam kopa w dupę, przegrałam, poryczałam się i już dosyć. Koniec płaczu. Jaki by nie był powód do łez, trzeba i tak w końcu wytrzeć nos.


Jakoś przeczuwam, że właśnie zaczynają się te lepsze czasy, że coś drgnęło, coś się we mnie złamało i życie znów zaczyna się toczyć swoim torem. Wreszcie torem nienachalnym, zabawnym, bardzo, bardzo flirciarskim - a to białe królowe lubią najbardziej ;) - i do tego rzeczy się same układają. Zachodzi jakiś magiczny porządek. Magiczny dosłownie i w przenośni :). Są osoby, którym chciałabym podziękować za całe wsparcie, mnóstwo ciepła i dobrych energii, które od nich odczułam. Jeśli to czytacie, a ja wiem, że tak! ;) , to wiedzcie, że jesteście wspaniali i że Wasze dobro do Was wróci, bo Karma... Od tej pory zaś, mój blog nie będzie blogiem porzuconej kobiety, ale 25-letniej, szczęśliwej singielki :).


Historia stworzenia wg Singielki 2015-02-03

Na początku był Chaos. I w zasadzie, na tym starożytni Grecy mogliby skończyć opowiadanie. Chaos bowiem był, jest i będzie, i założę się, że jeśli nastanie na nas apokalipsa, bóg, czy kto tam, zastanie tu taki burdel, że wróci się i zrezygnuje z całego tego pomysłu kończenia świata. Chaos [a będę się dalej posługiwać tym pojęciem, bo żaden bóg nie zrobiłby takiego bajzlu - nie pozwoliłby sobie na takie niedociągnięcia] stworzył wszechświat, potem Ziemię, skały, wodę i sinice. Można by rzec, że to sinice załatwiły dalszy ciąg historii, bo dzięki nim mamy tu atmosferę tlenową. Sinice ewoluowały sobie [Chaos nie miał problemu z ewolucją, był darwinistą], były już na takim poziomie zaawansowania, że pojawiły się mózgi i Chaos postanowił zrobić z nich użytek: pomyślał, że wsadzi go w puszkę, położy i poczeka. I tak powstała głowa pierwszego człowieka na Ziemi - mężczyzny. Chaos widział, że mężczyzna był dobry i pozwolił mu zostać. Zauważył jednak, że coś poszło nie tak, bo mężczyzna potrafi polować, ale za cholerę nie umie oprawić mięsa, nie mówiąc już o sałatce z glonów i przygotowaniu obiadu z deserem, stworzył więc Chaos kobietę. Kobieta gotowała świetnie, mężczyzna jeszcze wtedy się ruszał, polując na uciekający posiłek, więc nie tył i był całkiem niczego sobie. Nie czuli jednak do siebie pociągu, bo nagość była dla nich naturalna, jak dla wszystkich zwierząt. Chaos zachodził w głowę, jak to ogarnąć, bo najpierw kazał się im mnożyć, a potem nie zrobił nic, żeby to sprowokować. Wymyślił więc durną historię z drzewem i wężem, żeby mężczyzna i kobieta zauważyli, że są nadzy. Wtedy zaczęło się ubieranie. Mężczyzna przyodział jakąś skórę na kawałek przyrodzenia, kobieta natomiast, znudzona staniem przy garach, zaczęła projektować kiecki z bambusa. Modele stawały się coraz to bardziej wymyślne, świat zapełniał się bambusowymi ciuchami i wkrótce mieliśmy już majtki, stanik, gorsety, spodnie, spódnice, bluzki, tuniki, topy, żakiety, kurtki obcasy. Poubierana w to wszystko kobieta stała się niezwykle atrakcyjna dla mężczyzny, więc ten, dla ironii losu, zaczął ją ze wszystkiego rozbierać. Tak miał narodzić się flirt, ale mężczyzna nie ogarnął niczego swoją puszką i zerwał bambusowe warstwy z kobiety jednym ruchem. Tak narodziła się... Coco Chanel. Uratowała bieg wydarzeń, czyniąc z ubrań magię, a z perfum ubranie. Wkrótce później świat zapełnił się idiotami, bo Chaos nie kontrolował ewolucji i tak jakoś wyszło. Kiedy się zorientował, było już za późno, żeby to wszystko ogarnąć, pomyślał sobie: something is fucked up, something is wroooong here!... i stworzył Singielkę. Później dał jej wielką miłość. Później zorientował się, że ma dla niej inną misję: będzie ratować świat i spotka wszystkich idiotów, czyniąc z nich prawdziwych mężczyzn. Przewidział też jednego dla niej i - na nieszczęście - kazał jej zgadywać, który to będzie.


W grze 2015-02-01

Przeglądając sobie swoje zdjęcia z przeszłości, takiej, na oko, 7 lat temu, zauważyłam jedną rzecz: poza tym, że byłam szczuplejsza i nie miałam pierwszych zmarszczek, byłam dużo szczęśliwsza... no, tak, moja pierwsza myśl, traumy w życiu robią swoje, a w ciągu ostatnich 4 - 5 lat miałam ich w życiu tyle, że mogłabym obdzielić wszystkich szczęśliwych ludzi na świecie, a jeszcze by zostało... ale zaczęłam się też zastanawiać, na ile moje własne szczęście to kwestia zdarzeń losu, a na ile mojego własnego wyboru... kwestia ustalenia priorytetów, zrealizowania celów, zmiany myślenia z życzeniowego na pełne wdzięczności? Kto czytał 'Secret', ten wie, że myśl przyciąga myśl, a razem przyciągają rzeczy i zdarzenia... i to bez picu, sama sprawdzałam... dlaczego, pomimo tego, tak ciężko mi przestawić się na myślenie o czymś, co jest dla mnie dobre? Wszyscy mamy naturę malkontentów, lubimy się poużalać, licząc, że to uwolni złe emocje - tymczasem, to je wzmaga, z każdą myślą jest tylko gorzej. Może nie chodzi o to, żeby cieszyć banana cały dzień bez powodu, ale zatrzymać się nad swoim lękiem, bólem, potłuczonym zadkiem, pochylić się nad skrzywdzonym ego i jego tłem - podświadomością, i powiedzieć: 'Stara, teraz wstajemy, już będzie dobrze'. Chyba spróbuję. Przegrana partii w szachach nie oznacza, że nie można wypowiedzieć rewanżu. I go wygrać. Biała królowa znów na polu, bez króla. Walczy.


Sawanna, ekologia i sport 2015-02-01

Życie płata nam sztuczki, których Coperfield by się nie powstydził. Z resztą, nie trzeba być magikiem, żeby rzucić na kogoś czar, a nawet klątwę... wystarczy złamać mu serce i sobie pójść.


Nie wiem, czy mi się w ogóle chce o tym wszystkim myśleć, powinnam właśnie zakuwać do egzaminu, jak na razie - tylko wybrałam buty, w których na niego pójdę. Reszta jest milczeniem. Albo inaczej: z pustego i Salomon nie naleje, ale przynajmniej będzie miał ładne buty. Gdzieś przewinęła się informacja, że w następnym, ostatnim, dajboże!, semestrze, będę miała przedmiot, prowadzony przez człowieka - drzewo, fanatycznego ekologa z bzikiem na punkcie dżdżownic. No, cholera, nie miałam pojęcia, że kilka miesięcy przed magistrem mogą w ogóle nam zawracać dupę grinpisem! Czarno to widzę, bo ilekroć miałam zajęcia z owym gościem, musiałam łykać walerianę i przywiązywać się do krzesła, żeby nie rzucić się do aorty, tak ładnie wyeksponowanej na jego szyi. Może to te instynkty wampirze się uaktywniają? Bo w dzieciństwie się naoglądałam Wampirzycy Mony [sweet, sweet 90's!]? Gdy mowa o gościach: rozglądam się, tylko pro forma, dookoła, analizując grunt, na którym stoję. I wychodzi, że stoję na bagnach. Albo, co najmniej, w kupie słonia. Wokół sawanna, żadnego samca alfa, same grube nosorożce albo płochliwe jak panienka gazele... w tle gdzieś siedzą kolorowe pawie, ubrane w bardzo męskie różowe rurki, a tygrysów brak. No gdzie tu znaleźć kogoś dla siebie?! Kiedyś mi w końcu przejdzie samotność, niechęć do mężczyzn i wspomnienia po miłości... i gdzie ja wtedy będę szukać?


Na razie, większość mężczyzn kojarzy mi się ze zwierzęciem, a jest nim leniwiec. Ewentualnie ze sportem: z palantem.


Biała królowa tańczy 2015-01-26

Jeszcze chodzę niewyspana, ale postępy in progress, dziś przekroczyłam próg 5 godzin snu. Magisterka się robi, życie się toczy, a ja mam pierwsze od wielu, wielu lat, bardzo wolne wieczory. Ułożyłam sobie listę rzeczy, które chciałabym zrobić w te wolne wieczory, póki co - biała królowa tańczy. Szaleję na parkiecie pomiędzy szafą, a kredensem. Liznęłam tańca towarzyskiego swego czasu, więc wywijam piruety z wyimaginowanym tancerzem idealnym. Świetnie mnie prowadzi i zna każdy krok foxtrota, i mojego ulubionego tańca - cha - cha. Wyimaginowany partner przeciąga białą królową po polach szachowych, jedno za drugim, wieża ustępuje, goniec poległ, koń się przesunął, tym razem to biała królowa zaszachowała czarnego króla. Pelvis action, new york, dwa razy slow i szach mat.


Kiedy otwieram oczy, nic nie przypomina pola szachowego. A dałabym sobie rękę uciąć, że widzę te czarno - białe kwadraty opisane cyfrą i literą... Zagrano mną i zaszachowano mnie. Mam ochotę na rewanż. Nie chcę siedzieć bezczynnie, więc do listy dopiszę jeszcze raz naukę gry w szachy.


Bo tańczyć już umiem.


 


W liście, ponadto:


- stworzenie kartki pt. 'Czego nienawidziłam w swoim ex', żeby przypominała mi, czego wcale nie żałuję;


- zacząć wychodzić z domu wieczorami;


- dobrze się bawić we własnym życiu, w końcu ja tu jestem królową i pora na moją partię, c'nie?


Check - lista 2015-01-26

Lista bardzo kobiecych rzeczy:


- czerwone lakiery do paznokci [check!];


- czarne kreski na oczach[check!];


- długie nogi bez cellulitu [buahahahah!];


- nie mieć kataru [in progress];


- szpilki [check, nawet dużo różnych, ale pozwólcie, że poczłapię na płaskim obcasie w tę rewelacyjną pogodę];


- pewność siebie [check!];


- samoakceptacja [almost check!];


- ogolone pachy [seriously. check!];


- nie mieć oddechu nosorożca [check!];


- zalotka i tusz do rzęs [check!];


- przesypiać noce [...];


- cycki [check!];


- duże cycki [check!];


- mieć coś do powiedzenia [check!];


- tańczyć [check!];


- nie jęczeć za utraconą miłością [no.także.tego.].


 


Najpierw musisz czuć się dobrze z samą sobą, potem inni poczują się dobrze w Twoim towarzystwie.


Odwyk 2015-01-26

No to wyszłam dziś z domu. Odwiedziłam przyjaciółkę, a żeby móc to zrobić, malowałam się pół godziny - ojciec, zobaczywszy mnie rano po kolejnej nieprzespanej nocy [katar...], z politowaniem westchnął 'boże, jakie zombie!'. Przeczesywałam śniegi i zaspy, zasypało mi okulary i czapka oklapnęła mi fryzurę. Chusteczki zmyły pół twarzy z podkładu i szminkę z ust. Tak, idealna kobieta na podryw! Bijący ode mnie sexappeal nie dał się nie zauważyć. Postanowiłam coś z tym zrobić do jutra, bo już dłuższy czas wyglądam jak puszka Pandory, więc wróciłam, odmarzłam, włączyłam Sex and the city, chwyciłam za czerwony lakier do paznokci i - półprzytomna - bazgram sobie po całych palcach z precyzją godną DaVinci'ego. Pomyślałam sobie, że Sex and the city i czerwony lakier to takie bardzo kobiece, może zacznę z powrotem ją przypominać. Znaczy: kobietę.


Ostatnio jestem wyczulona na komplementy, może dlatego, że jak patrzę w lustro, to nie widzę niczego do komplementowania, stąd odnotowałam kilka osobliwych:


'To jest Twój były? Lepsi się za Tobą odwracają na wydziale!'


'Niezła motyka idzie!' [przysięgam, facet powiedział 'motyka'. sama nie wiem, może to obelga była? ale miał dres z lampasami. to wiele wyjaśnia]


'Twój były w ogóle, ale to absolutnie mi się nie podoba!' [ buahahahah xD ]


Muszę się przyjrzeć, kto się za mną odwracał na tej uczelni... Powiecie 'niewdzięczna, niby zakochana przez pięć lat, a tu już o innych myśli!'. Miłość mi się nie wyczerpała w dwa tygodnie. Wyczerpała mi się tylko cierpliwość do samotności. I nie widzę niczego złego w korzystaniu z menu, jeśli już siedzi się w restauracji [siliłam się na metaforę tutaj].


Etap drugi 2015-01-24

Nie wiem, czy moja żałoba za utraconym związkiem już przebrzmiała, choć łzy pewnie wrócą nie raz... ale dziś ewidentnie dał o sobie znać nowy etap, mianowicie: WALI MI NA MÓZG.


Słoik nutelli z Biedry i śpiewam Biebera.


Acha, pora zażyć odpowiednie tabletki...


... czuję się znów jak nastolatka przez te jego słitaśne dźwięki... tak, wiem, to obciachowe, ale kto z Was nie robił obciachowych rzeczy po rozstaniu? ;)


Skończyło się wypisywanie i wydzwanianie do byłego, odpuściłam... powiecie, że to truizm, ale pozwolę mu odejść, bo go kocham. Nie zatrzymam go przecież na siłę, skoro ma być nieszczęśliwy. Przy okazji, pozwolę mu odejść również dlatego, że czuję się urażona i rozzłoszczona jego postępowaniem, tym, jak mnie potraktował. I mam dość ryku w poduszkę. Wyglądam już jak pół dupy zza krzaka, oczy jak podbite, skóra jak papier, nos jak u Rudolfa od smarkania... pora złapać za piling i podkład, umyć włosy, uporządkować pokój, ogarnąć życie trochę...


Wyściubię nos z mojego zapłakanego pokoju i zobaczę, co tam słychać na świecie, najpierw w łazience. Potem zahaczę o kuchnię, bo nie mogę całe życie wpieprzać nutelli. A potem pokuszę się o ubranie czegoś, co podkreśli moją urodę, a nie worki pod oczami i fałdki na tyłku. I może nawet wyjdę gdzieś, ha!


Krótka lista obowiązków po zerwaniu 2015-01-23

Otóż, jak się okazuje, priorytety po zerwaniu ze mną są następujące:


- usunąć wspólne zdjęcia z fb, odznaczyć się z moich;


- zmienić hasło do wspólnego konta na chomiku, żebym przypadkiem nie zużyła pół GB;


- lekceważąco napomknąć, że mogę sobie zostawić książki, które mi DAŁ;


- zapytać, co zrobić z telefonem i jak najszybciej pozbyć się jakichkolwiek powiązań ze mną.


 


Tak się postępuje po 5 latach związku. Instrukcja 'Jak zwinąć się w dwa tygodnie'.


Sama nie wiem, czy to bardziej przykre i bolesne, czy po prostu żałosne... Cóż, na dzień dzisiejszy znalazłam sobie inne źródło plików, niż chomik, nie powiem, nie było trudne.


Zaskakujące, jak wydaje się nam, że kogoś znamy, a tak naprawdę nie mamy o nim pojęcia... wydawałoby się, że jesteśmy jak dwie połówki arbuza, czy czego tam... że znam go na pamięć, że nauczyłam się go odczytywać z zamkniętymi oczami. Tymczasem, on zagrał ze mną w szachy.


Postawił Króla we właściwym miejscu i zaszachował Białą Królową. Szach - mat, gra skończona.


Zawsze wolałam warcaby.


 


...


 


 


Jest mi zwyczajnie przykro. Boli mnie to. Ale tego pana to już nie obchodzi.


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]